ROZDZIAŁ II

  Minęły prawie cztery lata odkąd Madara widział się z Hashiramą upiornej nocy. Od tamtego czasu Yumiya i Rin zaaklimatyzowały się w wiosce, chociaż na wiele przyjaźni nie mogły liczyć. Nie ze względu na swoje niewiadome dla innych pochodzenie, tu miało znaczenie coś bardziej trywialnego. Klanowe dziewczęta nie pogodziły się z odrzuceniem zalotów przez Madarę, na rzecz jakiejś Yakushi. Niektóre z nich uznawały to na tyle abstrakcyjne, że nie darowały sobie i wciąż próbowały zwrócić na siebie jego uwagę. Oczywiście, spotykały się z ostentacyjnym, przysłowiowym kopem w dupę.
Ku zaskoczeniu wszystkich, jedyną osobą, która potrafiła po traumatycznych przeżyciach dotrzeć do Rin, był Izuna. Młodszy brat spędzał z nią wiele czasu, o wiele więcej niż jej klanowa koleżanka. Miał cierpliwość do jej ataków lękowych, czego Madara nie mógł o sobie powiedzieć. Zazwyczaj mijali się gdzieś w domu, nie zwracając na siebie szczególnej uwagi. Ich jedyne rozmowy toczyły się przy wspólnym obiedzie, ale ta sytuacja w ogóle ich nie krępowała. Uważali to za wygodne i nie chcieli tego na siłę zmieniać.
Do czasu oświadczyn Izuny. Chłopak poważnie zadużył się w Rin i pomimo młodego wieku nie chciał zbytnio zwlekać z zaślubinami. Ona nie była mu dłużna. Darzyła go szczególnym uczuciem, ale tego nie dało się nie zauważyć. Okazywali sobie uczucia wszędzie i przy wszystkich. Madara miał czasem wrażenie, że gdyby nie opuścił salonu w porę, to zaczęliby się bzykać tuż obok niego. Często wkurzało go zachowanie młodych, ale mimo wszystko, nie mógł powiedzieć, że nie cieszy się razem z Izuną.
- Dawaj tą flaszkę, teraz ja polewam! – krzyknął Madara i przejął butelkę od młodszego brata. Rozlał wszystkim wódkę, wstał, choć trochę nim chwiało – Za mojego cudownego braciszka, wszystkiego dobrego na nowej drodze życia! Dziś twój ostatni wieczór wolności! - zaśmiał się i wlał zawartość kieliszka do gardła. Inni zabawowicze oczywiście mu w tym towarzyszyli. A przynajmniej ci, którzy nie leżeli już na stole, albo na podłodze.
Po tej kolejce Izuna przez chwilę tępo wpatrywał się w jakiś punkt, odbijało mu się. Potrząsnął głową, aby się pobudzić, ale tylko pogorszył sytuację. Złapał się za usta i szybko odbiegł od stołu w stronę łazienki. Pochylił się nad toaletą i wyrzygał praktycznie wszystko, co do tej pory wypił. Przemył twarz zimną wodą, od razu zrobiło mu się lepiej. Kopniakiem otworzył drzwi i wrócił na salę, gdzie towarzystwo balowało.
- Pijemy! - krzyknął i wydawało mu się, że podbiegł do stołu. W rzeczywistości nie wyglądało to spektakularnie. Usiadł przy Madarze i nie zwracając uwagi na resztę, polał tylko im. - Wiesz co... - poklepał rozmówcę po ramieniu i wziął kieliszek w dłoń – Jesteś dla mnie jak brat. - wybełkotał, na co starszy Uchiha głośno się zaśmiał. Nawet nie miał siły, by to skomentować. Po prostu wypił kolejkę.
Wieczór kawalerski dobiegał końca. Madara uznał tak, kiedy zobaczył jak jego ojciec głośno chrapie. Zapytał młodszego brata, czy jeszcze zostaje, ale on oczywiście był pełen sił i chciał w tej chwili pić do białego rana. Pożegnał się zatem i wziął ojca pod ramię. Chwiejnym krokiem udało mu się dotrzeć do domu. Ułożył rodzica w łóżku i sam wrócił do swojego domu. Właśnie tak. Do swojego domu. Zamieszkał z Yumiyą w małym budynku z jeszcze mniejszym ogródkiem. Madara był osobą, która bardzo ceni sobie swoją prywatność, dlatego też zdecydował się na taki krok. Na przykład, dla takich chwil jak ta.
Otworzył drzwi i już na wejściu zauważył jak jego ślicznotka pomyka w krótkiej, welurowej koszulce, która ledwo zakrywa jej nagie pośladki. Spojrzała na niego przez ramię uśmiechając się zalotnie.
- Zabalowaliście - rzuciła krótko – My trochę też, dopiero co odstawiłam Rin do domu. Jak jutro będzie trzeźwa na swoim ślubie, to będzie jakiś pierdolony cud! - zaśmiał się na jej słowa.
- Izuna to samo. Chlał, dopóki się nie porzygał, a potem zaczął chlać dalej – ruszył powoli w jej stronę zamykając za sobą drzwi frontowe – Oboje wezmą ślub na bani. - delikatnie położył dłonie na jej talii. Przylgnął do niej i zaczął sunąć rękoma w górę do jej jędrnych piersi. Ścisnął je mocno, dziewczyna jęknęła. Zamknęła oczy i oddała się rozkoszy składanych na jej szyi pocałunków. Drażnił palcami jej sutki, a gdy one stanęły na baczność zsunął dłoń do jej krocza. Przylgnęła do niego jeszcze bardziej, zaczęła wić się przy jego ciele ocierając pośladkami o jego twardą już męskość.
Szybkim ruchem odwróciła się w jego stronę. Wiedziała, że to on lubi dominować, ale tym razem chciała przejąć inicjatywę. Ujęła jego twarz w dłonie i zbliżyła się do niego, figlarnie liznęła jego górną wargę i odepchnęła go od siebie, uśmiechając się zalotnie. Mężczyzna uderzył o ścianę, po czym zdjął czarną bluzę i rzucił ją gdzieś w kąt. Na widok jego nagiego, umięśnionego torsu fioletowowłosa zawsze trochę traciła głowę. Idąc powoli w jego stronę zdjęła z siebie jedyną część garderoby jaką miała, upuściła ją tuż za sobą. Uchiha wyczuł jej intencje. Chciała nad nim dominować, ale czy on tego chciał? Nie tym razem. Kiedy była na tyle blisko, złapał ją za nadgarstki i nawet nie wiedziała kiedy zamienili się miejscami. Przyciskał ją mocno do ściany wpijając się wygłodniale w jej lekko rozchylone usta. Odwzajemniła pocałunek, jednocześnie owijając nogami jego biodra. Stopami zwinnie zsunęła jego dresowe spodnie, które i tak ledwo się na nim trzymały. Nie miał na sobie bielizny, a to tylko ułatwiło jej sprawę. Przysunęła go bliżej i nasunęła się na niego stękając, jakby z ulgą, prosto w jego usta. Zamknęła oczy i przygryzła dolną wargę, Uchiha mruknął głośno i owinął sobie jej dłonie wokół szyi. Jego ruchy nie były subtelne, dzisiejszej nocy miał ochotę na dziki seks, dlatego też nie protestował, kiedy dziewczyna rozorała skórę na jego plecach, sunąc po nich szponiastymi paznokciami.
Oderwał się od ściany i trzymając ją pod pośladkami przeszedł do salonu, gdzie usiadł na kanapie i zmienił zdanie. Chciał, aby poczuła nad nim władzę. Wyczuła jego intencje, więc gdy tylko Uchiha rozłożył ręce wzdłuż oparcia, zaczęła poruszać się na nim do przodu i do tyłu. Madara odchylił głowę do tyłu i z trudnością hamował orgazm. Jego dłonie zaczęły błądzić po jej nagim, mokrym od potu ciele, ale nie pozwoliła mu na to. Splotła ich palce w jedność i oparła o kanapę. Przyspieszyła swoje ruchy, co doprowadziło mężczyznę do szaleństwa. Już dłużej nie mógł się powstrzymać i doszedł w nią, na co ona uśmiechnęła się szeroko. Puściła jego dłonie, a te opadły bezwładnie wzdłuż ciała. Wtuliła się w niego mocno, muskając przy tym szyję, przechodząc następnie do ust.
- O kurwa... - westchnął pomiędzy jej pocałunkami. Dziewczyna zsiadła z niego i wyciągnęła rękę w jego stronę. Chwycił ją i wstał, chwiejąc się na nogach. Alkohol wciąż szumiał mu w głowie, ciśnienie podskoczyło mu tak bardzo, że zrobiło mu się czarno przed oczyma, a głowę rozsadzał okropny ból.
- To co? Chłodny prysznic? - zasugerowała cichutko, a Uchiha trzymając się za skroń zgodził się na jej propozycję.
Obudził się kilka minut przed ósmą. Suszyło go, gdyby nie to okropne uczucie pewnie spałby dalej. Rozejrzał się po pokoju szukając jakiegokolwiek trunku, ale jak na złość nic nie znalazł. Nie pomyślał wczoraj o tym, by postawić sobie przy łóżku butelkę z wodą, był zajęty drugą rundą pod prysznicem ze swoją ukochaną. Na samo wspomnienie upojnej nocy poczuł lekkie podniecenie, ale gdy tylko podniósł się z łóżka, silny ból głowy wybił mu pomysł o porannym numerku. Dźwignął się na równe nogi i włożył dresowe spodnie. Leniwym krokiem opuścił sypialnię, przecierając zaspane jeszcze oczy. W kuchni, ciepłym posiłkiem i uśmiechem powitała go Yumiya, ubrana w tę samą welurową, fioletową koszulkę na ramiączkach co wczoraj. Dziś również nie miała na sobie bielizny. Zauważył to dopiero wtedy, kiedy wstała, by przynieść mu kawę. Zasiadł po przeciwnej stronie małego stolika i zajął się jedzeniem jajecznicy. Opędzlował ją szybko i odłożył brudny talerz do zlewu.
- Dziś wielki dzień. - zaczęła Yumi.
- Taaa... Ciekawe jak Izuna.
- I Rin. Ona też wczoraj nieźle pochlała. - fioletowowłosa usiadła Madarze na kolanach i upiła łyk swojej kawy – Nie uważasz, że trochę młodo i szybko podjęli taką ważną decyzję?
- Jaką decyzję? - mruknął i ziewnął głośno.
- No o ślubie – westchnęła z dezaprobatą – Ile oni mają lat? Osiemnaście?
- Eh, racja. Mam wrażenie, że ojciec zgodził się na zaślubiny tylko dlatego, że uwielbia wesela. Ale co mi do tego, to nie moje życie. Skoro oboje tego chcą, niech zaszaleją. A nóż im się uda. - posłał delikatny uśmiech w stronę swojej ukochanej, odwzajemniła mu się tym samym.
- Już wiesz, w co się dziś ubierzesz? - spytała odgarniając kosmyk włosów z jego twarzy.
- To będzie wojskowy ślub, jako świadek nie mam zbyt wielkiego pola manewru. - przewrócił oczami. - A pro po! Muszę iść do Izuny, totalnie zapomniałem, że mój ojciec też wczoraj nieźle się najebał. Jak ja ich nie ogarnę, to nikt inny tego za mnie nie zrobi. - dziewczyna wstała z jego kolan, a on zaraz za nią. Szybkim krokiem udał się pod prysznic, chłodna woda koiła jego zmęczone ciało. Yumiya między czasie uprasowała jego galowy mundur, więc gdy tylko się osuszył wszystko było już gotowe.
- I ja mam cię teraz wypuścić na ulicę? Samego?! - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej dokładnie mu się przyglądając.
- Jakieś obiekcje? - spytał patrząc w swoje lustrzane odbicie poprawiając kołnierz.
- No raczej! - zaśmiała się – Zaraz wszystkie samice będą chciały cię posiąść.
- Nie przesadzaj. - był gotów do drogi – Kocham cię – czule ucałował jej czoło.
- A ja ciebie przystojniaku – pogładziła go po policzku. - Do zobaczenia na uroczystości!
Do swojego rodzinnego domu nie miał daleko. W dosłownie dwie minuty był na miejscu. Wszedł do środka i wręcz nie uwierzył w to co zobaczył. Izuna był trzeźwy.
- Madara! - krzyknął młodzieniec i podbiegł do brata. - Dobrze dziś wyglądasz! Już pewnie wszystkie cipki w mieście szaleją na twój widok? - zaśmiał się pełen energii, na co jego rozmówca przewrócił oczami.
- Naprawdę... Użyliście z ojcem medycznych jutsu, aby wyleczyć stan alkoholowego upojenia? - parsknął śmiechem.
- Przydatna umiejętność. - szarpnął brata za ramię – Chodź, zjesz z nami śniadanie.
- Dzięki, ja już po. O której wróciłeś?
- W ogóle nie wróciłem, jakieś dwadzieścia minut temu chłopaki odstawili mnie do domu. Czaisz, taka była biba. Szkoda, że uciekłeś! - chłopak usiadł przy stole i wziął się za jedzenie tostów.
- Ktoś musiał zająć się ojcem. Właśnie, gdzie on jest?
- Szykuje się na górze - odparł krótko.
Kiedy spojrzał na schody, zauważył jak schodzi z nich Rin. Różowe włosy spięte miała wałkami, a w dłoniach trzymała szczelnie zamkniętą w osłonkę, suknię ślubną. Pantofle miała już na stopach.
- Witaj Madaro. - uśmiechnęła się ciepło.
- Rin, dobrze cię widzieć! - podszedł do niej bliżej i ucałował ją w policzek. - Dziś wielki dzień. Jak samopoczucie?
- Trochę się denerwuję, ale co tu dużo mówić. Szczęśliwa jestem jak nie wiem! - jej głos wydawał się być bardziej piskliwy niż zwykle – Muszę uciekać, Yumi już zapewne na mnie czeka!
- Pewnie tak. Do zobaczenia. - mruknął, a dziewczyna błyskawicznie go wyminęła i nawet nie wiedzieć kiedy, zniknęła za drzwiami. - Wszyscy się szykują. Żryj szybko to śniadanie i ogarniemy ciebie. Nie mamy dużo czasu.
Kiedy stał za plecami swojego młodszego brata czuł się naprawdę dumny. Izuna pomimo młodego wieku wydoroślał, a przynajmniej na tyle, by w pełni zaangażować się w małżeństwo z kobietą, którą kochał. Doskonale wiedział co robi i pragnął tego od chwili oświadczyn. Kiedy jego ukochana weszła do wielkiej sali pełnej gości, odwrócił się w jej stronę. Zrobił wielkie oczy ze zdziwienia.
- Myślałem, że już piękniejsza być nie może. - wyszeptał do starszego brata, a ten odpowiedział mu jedynie delikatnym uśmiechem, by następnie skupić uwagę na swojej przepięknej dziewczynie, która dumnie kroczyła za panną młodą.
Cała ceremonia trwała maksymalnie jakieś dwadzieścia minut. Nadszedł moment, którego wszyscy, łącznie z nowożeńcami oczekiwali najbardziej – moment wesela. Po wykonaniu przez parę pierwszego tańca, wszyscy zasiedli do ucztowania. Madara zajął szczytne miejsce obok swego brata i ukochanej. Po drugiej stronie siedziała Rin a obok niej głowa rodziny. Ojciec cały czas ją zagadywał, rozmawiali zawzięcie na różne tematy. Bracia nie ukrywali zdziwienia, jednak obaj byli szczęśliwi, że nowy członek rodziny został już do końca zaakceptowany.
Wszyscy radośnie ucztowali oraz powoli upijali się alkoholem. Yumi i Madara darowali sobie kilka kolejek, nie chcieli odpaść przed wieczorem. Dużo czasu spędzili na parkiecie. Orkiestra dawała czadu, a Yakushi uwielbiała taniec. Co za tym szło, Madara również musiał go polubić. Koniec końców okazało się, że nie był w tym taki zły, wręcz dobry. Po kilku piosenkach to on znów przejął inicjatywę i prowadził swoją ukochaną. Wcale jej to nie przeszkadzało, z chęcią w różnych dziedzinach oddawała mu pałeczkę, bo wiedziała, że ma duszę wodza. Że to on dowodzi. I bardzo dobrze mu to wychodzi. Lecz kiedy nogi zaczęły odmawiać jej posłuszeństwa i musiała na chwilę usiąść, bo buty na wysokim obcasie okazały się złym wyborem na całonocne harce, to grzecznie poszedł za nią, w obawie o własne życie. Wiedział, że gdy zobaczą go samotnego na parkiecie inne kobiety, zaraz się rzucą w jego stronę, by błagać o chociaż jeden taniec. Zawsze, gdy Yumi była w pobliżu, inne dziewczęta bały się nawet na niego spojrzeć. Osoba fioletowowłosej zdawała się krzyczeć, że ten Uchiha jest na jej wyłączność i żadna nie ma prawa go jej odebrać.
Kiedy tylko zaczęło zmierzchać towarzystwo jakoś bardziej się rozkręciło. Orkiestra zaczęła grać żwawszą muzykę, a ciche osoby wychodziły na parkiet pokazać swoje kocie ruchy. Madara zdjął marynarkę i odłożył ją na oparcie krzesełka, na którym siedział. Podwinął rękawy białej koszuli i kiedy ojciec skończył mówić swój toast, z chęcią wlał w gardło alkohol.
- Przepraszam na chwilę – rzekł najstarszy z braci, po czym wstał od stołu. Wyruszył w poszukiwaniu swojej ukochanej. Długo to nie trwało, razem z Rin siedziały w ogrodzie i właśnie kończyły lampkę wina.
- Madara! - Rin zerwała się i rzuciła w jego stronę. Przytuliła się do niego mocno. - Od teraz jesteśmy rodziną!
- Byliśmy nią już przed zaślubinami – odkleił się od niej – Leć do Izuny, pytał o ciebie – skłamał. Różowowłosa pędem ruszyła do męża, na co Uchiha westchnął z ulgą.
- Co jest? Nie przepadasz za nią? - Yumiya wstała poprawiając swoją ciemnofioletową sukienkę.
- Jest trochę rozdarta, trochę roztargniona, ale ostatecznie to żona mojego jedynego brata. Akceptuję ją. - skwitował.
- Spędzasz z nią za mało czasu, sporo zyskuje przy lepszym poznaniu.
- Pewnie jak zwykle masz rację – przewrócił oczami i objął ją w talii. Serce zaczęło bić mu mocniej, oddychał ciężko. Wiedział, co chce teraz powiedzieć. Ale bał się. Poczuł się jak wtedy, kiedy pierwszy raz pocałował Yumi. Przejechał językiem po górnej wardze, jakby to miało pomóc mu w wykrztuszeniu z siebie chociaż jednego słowa. Nie za bardzo wiedział, jak ugryźć ten temat, jak to się robi, żeby tego nie zepsuć. Czy powinien tak jak wtedy pójść na żywioł? To wydało mu się najlepszą opcją – Yumiya... Ja, nie mam dla ciebie pierścionka, wysadzanego drogimi klejnotami. - chwycił ją za rękę – Ale chcę, żebyś nosiła coś ważniejszego i dużą część mnie... Herb klanu Uchiha, na swych plecach.
- Kochanie... Czy ty mi się właśnie oświadczyłeś? - do jej oczu zaczęły napływać łzy.
- Tak... Chyba tak. Weselny klimat mi się udzielił - zrobił krótką pauzę, a ona wykorzystała ten moment, by zawiesić mu się na szyi i złożyła na jego ustach czuły pocałunek. - Znaczy, że się zgadzasz? - wyszeptał, wędrując rękoma po jej plecach.
- Tak, Głuptasie. - uśmiechnęła się przez łzy szczęścia i ponownie ucałowała ukochanego.

No dobra, trochę wstyd mi dodawać ten rozdział, a napisałem go już jakiś czas temu.
Tak czy siak musiało to w końcu nastąpić, więc jest.
Chcę mieć go już z głowy to może zacznę pisać trzeci.
Ostatnio nawet miałem wolną chwilę, więc na szybko pyknąłem sobie zwiastunik do opowiadanka. A co! (:

PS. Astray Heart, mega się cieszę, że wróciłaś do pisania! <3

^